Fot. FrDr / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0, zmodyfikowano

Biznes3 min czytania

Polska gotowa zablokować budżet UE przez ETS. Stawką ok. 1,14 mld euro rocznie

Polska nie zgodzi się, by część wpływów z handlu uprawnieniami do emisji CO₂ (ETS) zasilała budżet UE na lata 2028–2034 – podaje RMF FM. Kraj traciłby na tym ok. 1,14 mld euro rocznie.

Polska nie zgodzi się, by część wpływów z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO₂ (ETS) zasilała budżet UE na lata 2028–2034. Podało to we wtorek rano RMF FM, powołując się na nieoficjalne źródła. Komisja Europejska proponuje, by do wspólnej kasy trafiało 30% wpływów z aukcji uprawnień, czyli ok. 9,6 mld euro rocznie. Polska traciłaby na tym ok. 1,14 mld euro rocznie.

Czym jest ETS i o co toczy się spór

ETS to unijny system, w którym elektrownie i zakłady przemysłowe muszą mieć uprawnienia do emisji za każdą tonę wyemitowanego dwutlenku węgla. Dużą część uprawnień państwa członkowskie sprzedają na aukcjach, a pieniądze z tej sprzedaży trafiają dziś do budżetów krajowych. Im droższe uprawnienia, tym więcej płacą firmy i tym większe są wpływy państw z aukcji. W przypadku Polski to ok. 3,8 mld euro rocznie. Komisja chce, by 30% tych wpływów stało się nowym źródłem dochodów budżetu UE w kolejnym okresie finansowym. Dla Polski oznaczałoby to utratę ok. 1,14 mld euro rocznie.

„Jesteśmy na nie. Kropka”

Stanowisko Warszawy jest jednoznaczne. „Jesteśmy na nie. Kropka” – powiedział RMF FM anonimowy dyplomata. „Nie chcemy, by dochody z ETS trafiały do unijnego budżetu” – mówi wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki. Rząd odrzucił też sobotnią propozycję kompromisu, którą przedstawiła irlandzka prezydencja w Radzie UE. Oznacza to, że na razie żadna ze stron nie znalazła rozwiązania, które Polska byłaby gotowa przyjąć.

Jednomyślność, Sejm i podpis prezydenta

Polska ma w tej sprawie realną możliwość weta. Wprowadzenie nowych źródeł dochodów UE wymaga jednomyślności państw członkowskich, więc sprzeciw jednego kraju wystarczy, by zablokować całe rozwiązanie. Potem potrzebna jest jeszcze ratyfikacja. W Polsce oznacza to zgodę Sejmu i Senatu oraz podpis prezydenta. Nawet gdyby rząd zgodził się na kompromis w Brukseli, ostatnie słowo należałoby więc także do Karola Nawrockiego. A prezydent idzie dalej niż rząd: „Unia Europejska powinna rozpocząć drogę wychodzenia z ETS” – stwierdził.

Szczyt w Brukseli

We wtorek w Luksemburgu spotykają się ministrowie ds. europejskich, by przygotować szczyt przywódców UE w Brukseli 15–16 października. Polskę reprezentuje Niemczycki. Spór o ETS jest częścią szerszych negocjacji nad wieloletnim budżetem Unii na lata 2028–2034, w których państwa członkowskie muszą uzgodnić zarówno wydatki, jak i sposób ich finansowania.

Co to oznacza dla Polski

Dla kraju, którego energetyka wciąż w dużej mierze opiera się na węglu, ETS jest jednocześnie kosztem dla gospodarki i źródłem dochodów budżetu. Propozycja Komisji dotyczy tej drugiej strony: zmniejszyłaby wpływy, które zostają w kraju. Część pieniędzy, które dziś zasilają budżet państwa, trafiałaby do wspólnego budżetu UE. Trzeba jednak pamiętać, że informacje o stanowisku Polski pochodzą od anonimowych rozmówców RMF FM, a rząd nie przedstawił jeszcze oficjalnie własnych wyliczeń.

Źródło: RMF FM/RMF24, Tysol, Spotted Alert (13.10.2026)

Więcej: Biznes →